Pomimo przekonującej wygranej 3:0 w niedzielnym meczu z Sukcesem Komprachcice, podopieczne Wiktora Zasowskiego nie zdołały wywalczyć awansu do kolejnej rundy zmagań o II ligę. O końcowym niepowodzeniu zadecydował sportowy dramat z pierwszego dnia zawodów
Trzydniowa impreza rozgrywana była w hali Uniwersytetu Zielonogórskiego. Kto wie, czy o braku awansu nie przesądził pierwszy mecz, przegrany w okolicznościach wręcz niespotykanych. AZS podejmował MKS Czechowice-Dziedzice, a spotkanie dostarczyło kibicom gigantycznych emocji. Po czterech setach widniał remis 2:2, więc o wszystkim musiał zadecydować tie-break. W nim akademiczki prowadziły już 14:10 i miały piłki meczowe w górze, by ostatecznie ulec rywalkom 17:19.
Dzień później podopieczne trenera Wiktora Zasowskiego nie zdołały ugrać nawet seta, przegrywając z MGLKS-em Sobieskim Oława 0:3. W ostatnim starciu turnieju zielonogórskie siatkarki pewnie pokonały Sukces Komprachcice 3:0, jednak do awansu to nie wystarczyło.
Komentarz trenera Wiktora Zasowskiego:
„Mamy jakiś duży problem, żeby wyjść z tego pierwszego etapu rozgrywek centralnych. Tak samo było tutaj. Wydaje mi się, że kluczowy okazał się mecz piątkowy i ta jedyna piłka, która została do skończenia. To prawdopodobnie wpłynęło psychicznie na zespół, przez co sobotnie spotkanie było zupełnie bez walki. Dobrze, że dzisiaj kończymy zwycięstwem i chociaż delikatnie poprawiamy sobie humory, ale wiemy dobrze, że w kontekście tabeli to nam nic nie daje. W niedzielę zagrały zmienniczki, które rzadziej pojawiały się na boisku w trakcie sezonu. Były bardziej wypoczęte niż przeciwnik i na pewno była to nasza duża przewaga, co potwierdził wynik i pewna wygrana”.